Stracone partnerstwo

Idee, nawet najszlachetniejsze, zbudowane na kruchym gruncie szybko przestają mieć znaczenie. Dzisiaj Ukraina i wydarzenia ostatnich miesięcy są właśnie przykładem takiej idei – Partnerstwa Wschodniego. Międzynarodowego tworu stworzonego raczej w oparciu o zachodnią nadzieję a nie na rzeczywistych interesach, oczekiwaniach i wartościach. Premier Donald Tusk oraz minister Radosław Sikorski byli wielkimi orędownikami takiego rozwiązania i wszędzie, gdzie tylko było to możliwe mówili o sukcesie polskiej i europejskiej polityki wschodniej. Gdzie dzisiaj są jej efekty? Na kijowskim majdanie, na Krymie?

Partnerstwo Wschodnie okazało się sprawą przegraną. Jednak w rzeczywistości, biorąc pod uwagę fakty polityczne na tą porażkę było skazane praktycznie od początku. Związek ten oparty był na współpracy Unii Europejskiej z Ukrainą, Gruzją, Mołdawią, Białorusią, Armenią i Azerbejdżanem. Nasza, polska rola w tym układzie była szczególna. Byliśmy pewnym nieformalnym liderem, strażnikiem europejskich interesów na wschodzie. Tym czasem trzeba było z góry powiedzieć o pewnych oczywistych faktach. Partnerstwo Białorusi z UE było przegrane zanim w ogóle się zaczęło. Mińsk zdecydowanie przejmuje kurs promoskiewski i antydemokratyczny. Armenia i Azerbejdżan nie przyjmują idei ważnych dla Unii, dla tych państw najważniejszy jest ruch bezwizowy a i to niekoniecznie bo przecież można wyjechać do Rosji. Z układanki pozostaję Gruzja i Mołdawia. Ta druga określana była mianem kraju, któremu było do integracji najbliżej. Jednak słowa te padały przede wszystkim po to by przykryć ukraińskie niepowodzenia i ciężkie negocjacje z Kijowem. Poza tym Rosja również posiada swoje interesy terytorialne w Mołdawii i dzisiaj, po tym co dzieje się na Krymie nie wierze by Kreml tak łatwo zrezygnował z kontroli Naddniestrza. Ukrainie również chodziło przede wszystkim, podobnie jak Armenii, o ruch bezwizowy. Tak by Ukraińcy mogli wyjeżdżać na zachód do pracy. Unia w tym Polska nie potrafiły sformułować innej oferty, a sam prezydent Janukowycz mówił o unijnych pieniądzach jak o marnej jałmużnie. Więc jeśli źle została postawiona diagnoza, nie możemy się dziwić, że zawiodło leczenie.


Ponad to samo parafowanie, jak i samo podpisanie umowy stowarzyszeniowej to jeszcze nie akcesja do Unii. A nawet akcesja nie powoduje jednoczesnego wzrostu dobrobytu gospodarczego i standardów politycznych w nowym kraju członkowskim. Mam wielkie obawy, że Ukraińcy dzisiaj tego nie rozumieją. Spójrzmy na południe. Turcja podpisała umowę stowarzyszeniową jeszcze w 1953r. a do dnia dzisiejszego wcale nie jest bliżej akcesji do UE. Ile więc musiałaby czekać Ukraina?

Problemem jest przede wszystkim brak chęci do przemian ustrojowych, kulturowych i mentalnościowych na Ukrainie. Jej obywatele liczą przede wszystkim na dobrobyt ekonomiczny oraz na możliwość wyjazdu na zachód. Nie na rzeczywistą reformę i rozwój swojego kraju. Albo, w wyniku kolejnych nieudolnych rządów, przestali już w to w ogóle wierzyć, albo nie widzą w tym interesu. Demokratyzacja i transparentność władzy publicznej zagrażałaby licznym interesom ukraińskich oligarchów. Dlatego najważniejszym działaniem Polski w stosunku do Ukrainy powinny być starania oparte o transfer idei, myśli demokratycznej i standardów nowoczesnego społeczeństwa obywatelskiego. Obawiam się jednak, że działania te mogą być kierowane już jedynie do młodych Ukraińców. W związku z tym należy zastanowić się nad stworzeniem funduszu stypendialnego, który pozwoliłby na współpracę młodych Polek i Polaków z ich rówieśnikami z Ukrainy. Żadna umowa stowarzyszeniowa i narzucane przez nią rozwiązania nie przyniosą takiego efektu jak współpraca i wymiana doświadczeń. Niech młodzi Ukraińcy poznają inna rzeczywistość niż postradzieckiego kraju byłej Republiki. Poprzez czysto ludzką współpracę z Ukraińcami ich organizacjami, uniwersytetami, klubami sportowymi itp. możemy zrobić więcej niż politycy negocjujący z politykami. Dzisiaj jako Polacy zwróćmy się do Ukraińskiego społeczeństwa – do tych zwyczajnych, za równo na Krymie jak i na Majdanie. Na wschodzie i zachodzie Ukrainy. Pokazujmy, że można inaczej. Bądźmy pozytywnym przykładem.

Problem Ukrainy jest głęboko zakorzeniony w jej historii i kulturze. W tym, że Ukraińcy czasami sami siebie postrzegają jako przedmiot a nie podmiot międzynarodowych zmagań polityków. Zanim damy im unijne pieniądze, mechanizmy finansowe i techniczne rozwiązania musimy przywrócić im wiarę w własne możliwości, zarazić pozytywną chęcią zmian, demokratyzacja i partycypacja społeczeństwa. Wyprowadzić Ukraińców z rzeczywistości opresji do rzeczywistości szans i możliwości.
Trwa ładowanie komentarzy...